piątek, 21 marca 2014

#05

Wydostałam się z łazienki i ponownie zaczęłam wybierać ubrania, przecież nie pójdę do niego bez porządnego okrycia. Naszykowałam sobie biały t-shirt, różowe rurki, starte trampki. Spojrzałam na przyszykowane rzeczy i uświadomiłam sobie, że bez tego nie jestem sobą.
Poszłam jeszcze wyprostować włosy i chwilę później ubrana już robiłam makijaż. Spojrzałam na telefon, ponad godzinę temu rozmawiałam z Kevinem. Złapałam szybko torbę, wrzuciłam do niej telefon i po cichu zbiegłam po schodach. Ubrałam jeszcze skórzaną kurtkę i przybrałam szybkie tempo, aby nie spóźnić się jeszcze bardziej.
Nie mieszkałam blisko Kevina, więc sama droga z dobrym krokiem to co najmniej 20 minut. Miałam do wyboru skróty albo przemierzać dużo dłuższą drogę. Oczywiste, że nie miałam zamiaru ryzykować. Wybrałam dłuższą drogę.
Zwolniłam swojego kroku, kiedy moim oczom ukazał się świeżo-malowany dom. Nie chciałam, żeby wyszło na to, że biegłam.
Do domu wpuściła mnie mama Kevina. Margaret jest ciepłą osobą, czasami prowadzę z nią bardziej otwarte rozmowy niż z własnymi rodzicami. Zaprosiła mnie do salonu, gdzie obie usiadłyśmy na osobnych fotelach. W tym domu byłam już tyle razy, że nikt nie jest w stanie tego zliczyć, ale moją pasją było podziwianie fotografii na których była szczęśliwa rodzina Kevina. Głupio się przyznać, ale strasznie mu zazdroszczę tego co ma. Jest szczęśliwym dwudziestolatkiem, który ma swoich rodziców i kochaną siostrę, nigdy się nie kłócą co jest już kompletnym przeciwieństwem mnie i Rossa. Spuściłam głowę, kiedy przypomniałam sobie czasy gdy naprawdę było dobrze, teraz jest zupełnie inaczej. Czułam wzrok starszej ode mnie kobiety, który zadziałał na mnie w jakiś dziwny sposób, niby nagle ocknęłam się i spojrzałam w jej zielone oczy, na pierwszy rzut oka widać, że są przepełnione miłością i życzliwością. Uśmiechnęłam się do niej nieśmiało, choć zazwyczaj byłam strasznie rozgadana, teraz byłam strasznie zamknięta.
Do pokoju wbiegła wyższa ode mnie blondynka, no oczywiście, że wyższa. Zwolniła kiedy jej oczy ujrzały moją postać. Na jej twarzy zawitała radość i znowu przybrała tempo tylko po to aby mnie przytulić.
-Melanie! Wieki się nie widziałyśmy. Co tam u ciebie? Opowiadaj! -Taa, żywa Sue powraca, a ja głupia dziwiłam się, że moje życie stało się jakieś normalne. Pff... nie zauważyłam, że moja dobra kumpela wyjechała do swojej ciotki, ale już wróciła, chwała! Ściskała mnie tak mocno, że nie umiałam skupić się na tym co chcę jej powiedzieć.
-Sue -wydusiłam, ale na szczęście zrozumiała, daję ręce sobie uciąć, że jeszcze chwila, a bym doznała jakiegoś zatrzymania dróg oddechowych.
-Aa, byłabym zapomniała. Kevin poszedł do sklepu kupić... W sumie to nie jest rzeczą istotną, sama dowiesz się w swoim czasie -powiedziała to w taki zagadkowy sposób. Spojrzałam pytającym wzrokiem na Margaret, która tylko uśmiechnęła się tajemniczo. No co jest? Najpierw zaczynają zdradzać jakiś "sekret", a kiedy chcę znać szczegóły nikomu nie spieszy się do wyjaśnień. Przewróciłam obojętnie oczami, wiedziałam że żadna z tych dwóch pań nic mi nie powie, dopóki Kev mi tego nie wyjaśni. Pozostało mi tylko czekać.
Usłyszałam jak ktoś otwiera uliczkę, w duchu cieszyłam się z tego, że właśnie chłopak wrócił, ale bałam się dowiedzieć co się stało. Udawałam, że wszystko w porządku, ale naprawdę czułam się dziwnie tam w środku. Trzask drzwi wejściowych doprowadził do tego, że na mojej twarzy pojawił się lekki grymas. Po chwili w progu salonu stała już wysoka sylwetka chłopaka, wyglądał tak... inaczej, ale nieważne czy lepiej, czy gorzej, ważne jest to, że to mój przyjaciel. W ręku trzymał butelkę wina, wytrzeszczyłam oczy. To musiało być coś bardzo ważnego. Podszedł do mnie i musnął mój policzek na powitanie. Patrzyłam na niego i ciągle próbowałam wyczytać coś z jego wyrazu twarzy.
-No Kevo powiedz już jej! -Natrętna Sue wkroczyła do akcji. Przymrużyłam oczy, kiedy Kevin się odsunął i udał w stronę kuchni, aby odłożyć resztę zakupów.
Postanowiłam przemieścić się za nim, tak bardzo chciałam dowiedzieć się co takiego się wydarzyło. Strasznie ciekawa byłam tego co miał mi do powiedzenia. Siedziałam na blacie i przyglądałam się chłopakowi, który akurat szykował ostatnie owoce na talerz. Kochany, zawsze wie co dla mnie najlepsze. Podłożył mi naczynie na nogi i usiadł obok mnie. Wlepiłam wzrok w niego i czekałam, aż coś powie.
-Nie masz ochoty na owoce? -Spytał zdziwiony. Momentalnie spojrzałam na talerzyk, który trzymałam na kolanach i uśmiechnęłam się do siebie, po chwili ukazując tą minę chłopakowi.
-Mam, ale chcę wiedzieć co się wydarzyło -próbowałam go jakoś zmobilizować do opowiedzenia mi tego wszystkiego.
Wiedział czego od niego oczekuję, więc po prostu chwilę spokojnie pooddychał i zaśmiał się co po chwili przerodziło się w powagę. Lekko się wystraszyłam, ale kiedy ponownie na jego ustach zagościł uśmiech zrozumiałam, że wszystko będzie dobrze.
-Przez ten czas byłem u pewnych źródeł, pokazałem im twoje teksty i sam zaprezentowałem im kilka swoich. Zgodzili się na to abyśmy wysyłali im następne części, teksty, przemyślenia, oczywiście będziemy na tym zarabiać, staniemy się bardziej rozpoznawalni, rozumiesz co się dzieje? Spełniają się nasze marzenia! -Długo nie docierało do mnie to co właśnie mówił mój przyjaciel, ale po chwili zrozumiałam. Chaotycznie wstałam na ziemie i zrzuciłam przy tym talerz z jedzeniem. Odruchowo walnęłam swoje czoło dłonią. Schyliłam się aby posprzątać kawałki porcelany, ale ręka Kevina nie pozwoliła mi na dalsze działanie. -Zostaw to -spojrzałam na niego z oburzeniem, przecież nabałaganiłam to powinnam posprzątać.
-Ok zrobię to zaraz, dobrze? Pozwól mi to ogarnąć -błagalnym wzrokiem wypalałam dziurę w jego twarzy. Przytaknął jedynie głową.
Przytuliłam go najmocniej jak umiałam, bo teraz chciałam mu pokazać jak bardzo cieszę się z naszego sukcesu. Długo planowaliśmy ten dzień. Od czasu kiedy się poznaliśmy, mieliśmy wiele perspektyw na przyszłość. Byłam strasznie zadowolona z tego wszystkiego, ale to oznaczało też, że oboje będziemy musieli wziąć się w garść i pracować na najwyższych obrotach. Nie będzie to już coś typu, piszę bo mi się nudzi, teraz będzie to, piszę bo muszę. Wierzę w siebie i w mojego przyjaciela.
-Powiesz mi co się stało? -Zapytał, kiedy wbijałam już paznokcie w jego plecy i przemaczałam w dalszym ciągu jego ulubioną koszulę. Przypomniał mi wtedy, że nie po to tu przyszłam aby teraz być szczęśliwą. Długo nie chciałam odsunąć się nawet na krok od chłopaka, ale on jednak może jest łatwowierny, jednak mi nigdy nie wierzył od razu, a szkoda. -Co to za mężczyzna? -Podniósł mój podbrudek tak abym patrzyła w jego oczy, zawsze chciałam być choć trochę wyższa, a teraz patrzę na niego z dołu. Zamknęłam oczy co było spowodawne bólem, który nagle odczułam na nadgarstkach, było to raczej wspomnienie uścisku chłopaka. Poczułam gromadzące się łzy, ale zawsze sobie powtarzam, że nie mogę płakać.
-To jakiś znajomy Boba. Naprawdę nie wiem skąd tyle o mnie wiedział, nigdy go nie widziałam, aż tu nagle wydaje się być bardziej pewny siebie przez ten czas, niż ja przez całe swoje życie. Powiedziałam im, może bardziej mojemu bratu, że przyjdziesz, wtedy Ross zrobił się jakiś dziwny. Jesteście przyjaciółmi, dobrymi przyjaciółmi -zaczynałam się już rozkręcać, ale oczywiście zawsze trzeba mi przerwać.
-Pytałem jak się nazywa -karci mnie. Nie, nie pytał.
-Och. Niall Horan. Kojarzysz go? Ja nie wiem o co chodzi, nagle wszedł do domu mimo tego, że wyraźnie tego nie chciałam i dało się to wyczytać z mojej twarzy i zachowania -kiedy ja tak ciągle nawijałam Kevo się wyłączył, jakby odleciał, jakby zostawił swoje ciało i znajdywał się gdzieś indziej. Ucichłam, ale tylko na moment, nie daję za wygraną, nie z nim. -Wiesz kim jest, prawda?
Skrzyżowałam swoje ręce na klatce piersiowej i przyglądam się chłopakowi. Nagle powrócił do swojego pierwotnego stanu i ominął mnie długim krokiem. Otworzyłam szerzej oczy, bo wiem że nigdy się tak nie zachowywał. Czemu teraz każdy musi się zmieniać?!
Schyliłam się, aby posprzątać potłuczoną porcelanę i resztki pożywienia, które tak bardzo pomagało mi, kiedy nie czułam się na siłach, żeby funkcjonować normalnie, jednak dziś to nie pomogło. Najostrożniej jak tylko potrafiłam zebrać, ogarnęłam ten cały bałagan, pozostawiając tylko porządek. Rozejrzałam się ostatecznie po kuchni i wyszłam z niej, z kolei poczłapałam do pokoju Kevina, wiedziałam, że tam jest i wiedziałam też, że nasza rozmowa może zakończyć się inaczej niż każda, byłam świadoma, że to może skończyć się nawet jakimiś słowami, których żaden z nas nie chciałaby słyszeć. Jednak godzę się na to i bez pukania popycham drewniane drzwi. Na pierwszy rzut oka wszystko gra, ale nie to, że Kev siedział na podłodze i przeglądał swoje rękopisy, nigdy tego nie robił, a już na pewno nie przy mnie. Zauważam, że po chwili drze na drobne kawałeczki papier, czułam jak złość napływa do mojego ciała, ścisnęłam swoje dłonie tak mocno, jak tylko umiałam. Wie, że nienawidzę kiedy nie wierzy w swój talent.
Za czasów szkoły, oboje udawaliśmy, że za sobą nie przepadamy, ale teraz każdy z naszych znajomych wie, że jesteśmy bardzo bliscy. Od zawsze powtarzałam mu, że musi robić to co kocha inaczej ja i on stracimy kontakt. Zazwyczaj po lekcjach czekał na mnie lub ja na niego, siadaliśmy na trawie i wyciągaliśmy swoje dotychczasowe pomysły, muszę przyznać, że on naprawdę ma do tego rękę. Dotąd wspominam kilka wzmianek o przyjaźni, wolności, szczerości, samotności... Zazwyczaj to co tworzyliśmy nie było jakimś chorym wymysłem, jak każdy to uważał. Oboje mieliśmy cel, który wyznaczyliśmy sobie za dawnych czasów, ale żeby do niego dotrzeć musieliśmy opisywać każde uczucie, tylko bardziej ubarwione, chyba tylko tu tkwi sekret. Często się poddawaliśmy i ja, i on. Nie jest łatwo opisywać to co czuje się w środku, a już na pewno nie dzieciom z przeżyciami.
-Kevin powiedz mi co o nim wiesz. -Zmusiłam się do zabrania głosu, jeśli dalej bym sobie to wszystko przypominała zaczęłabym płakać i wytykać błędy każdemu z osobna.




___
Wiem, że nikomu nie było za mną tęskno. ;)
A szkoda.. Ale trudno.
Dużo się działo w moim marnym życiu, ale to chyba najmniejszy problem :)

Jeśli warto proszę o komentowanie moi drodzy. Naprawdę, jeśli okaże się, że nikt nie skomentuje albo będą to zaledwie trzy osoby to chyba długo "I Remember You - Hi!" nie pociągnie :)

piątek, 7 marca 2014

#04

Usiadłam na fotelu, ponieważ przeczuwałam, że kanapę zajmie chłopak. W duchu modliłam się o powrót Boba, ale za nic nie mógł zjawić się na czas. No cóż takie życie. Musiałam oglądać jak blondyn pochłania moje kanapki, choć było ich niewiele, to i tak nie mogłam patrzeć na to, jak pakuje kolejne kromki chleba do swojego żołądka.
Czułam się coraz bardziej znudzona, ale przeszło mi kiedy usłyszałam, jak frontowe drzwi otwierają się. Wstałam na równe nogi i czekałam, aż Ross znajdzie się w salonie. Po chwili jego postać minęła moją i stanął wmurowało go widząc blondyna siedzącego na kanapie.
-Horan! Stary, co ty tu robisz? -Czyli co, mój brat cieszył się z wizyty chłopaka? No nieźle. Tak naprawdę myślałam, że Bob wyrzuci go za drzwi, iż wtargnął do naszego domu, ale nic, zero negatywnej reakcji.
Podeszłam do schodów i uniosłam głowę, aby spojrzeć w górę. Kładłam delikatne kroki po zimnej nawierzchni.
-Mel dokąd idziesz? -Wyrwał mnie z zamyśleń, głos Rossa. Obrobiłam się o 180 stopni i spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem. Myślał, że co obsłużę jego i tego chłopaka?
Dalej kierowałam się w stronę pierwszego piętra, kiedy poczułam silny uścisk na nadgarstku. Zachwiałam się, ale w ostatnim momencie odzyskałam równowagę.
-Braciszek się o coś pytał, czyż nie? -Blondyn trzymał mnie w ścisłej dłoni.
Pokręciłam z zażenowania oczami i zbiegłam wymijając chłopaka po drodze. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i przyglądałam się Bobowi, który akurat palił papierosa. Zaczęłam kaszleć, ponieważ nigdy nie przychodziło mi z łatwością trawienie tego powietrza wydychanego przez bruneta, ale nie tylko on zanieczyszczał środowisko i zabijał innych, a co dopiero tytoniu, choć nigdy nie próbowałam, to i tak wiedziałam, że to mnie tylko szybciej zniszczy. Poczułam bliskość chłopaka, który był mocno wyperfumowany, więc trudno było go nie poczuć. Odsunęłam się o krok.
-Ross błagam przestań palić w domu -nie chciałam się unosić, po prostu pragnęłam aby mnie posłuchał.
Całkiem zignorował moje słowa. Dlaczego on musiał mnie zmienić do tego stopnia, że przez dwa tygodnie jestem kimś zupełnie innym? Byłam miła, grzeczna, nie znałam żadnych wrednych słów. Teraz już nie umiem tak normalnie odnosić się do innych. Bardzo mi ciężko. Co będzie kiedy wrócą rodzice? Tego boję się najbardziej.
Obkładałam ostatnie dwie kromki chleba pomidorem. Tak zmiękłam i zrobiłam im te niepotrzebne mi do szczęścia kanapki, ale pewnie oni ich bardzo pragnęli. Odkąd są w salonie, ciągle się śmieją, wygłupiają i coraz częściej czuję ten ohydny zapach tytoniu. Położyłam wszystkie kawałki chleba na talerzyk i zaniosłam go chłopakom, zostawiając jedynie na stoliku i uciekając niczym małe dziecko, które chce się schować przed tłumaczeniem się, dlaczego spóźniło się 5 minut na obiad.
Po chwili byłam już w gabinecie, złapałam swojego laptopa i powolnym krokiem przeszłam do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku krzyżując nogi i włączyłam urządzenie. Zaraz po tym, kiedy kliknęłam przycisk, potwierdzający hasło, włączyłam aplikacje gdzie pisałam teksty. Przejrzałam te, które były dość stare i myślałam nad tym, czy dalej mają ten głęboko ukryty sens. Niestety przekonałam się, że wszystko stało się takie mało oryginalne, więc po prostu usnęłam wybrane pliki i byłam w zamiarze pisać kolejne.
Dotykając klawiatury, czułam jak bardzo kocham to co robię w wolnym czasie. Gdyby nie to, że zostałam kiedyś do tego przymuszona, pewnie nigdy bym nie zaczęła z własnej woli. Kolejne słowa zostały pisane przez klawisze, które czuły moją dłoń na sobie. Uśmiechnęłam się, kiedy przeczytałam początek, tak naprawdę nie lubiłam swojej twórczości, ale lubiłam czasami opisać to co chciałabym czuć, bądź czułam.
Usłyszałam dźwięk sms'a. Spokojnym ruchem złapałam swój mały telefon i odczytałam treść "Za pół godziny będę w mieście. Jeśli nie masz nic przeciwko wpadnę. Kevin" zamyśliłam się, ale po chwili po prostu odpisałam "Czekam. Melanie". Głupi nawyk. Od zawsze piszę na końcu imię, wraz z Kevinem dobrze wiemy o co chodzi i niech tak zostanie.
Wyłączyłam laptopa od razu po tym jak zapisałam swoje uhm... rozmyślenia? Nie to coś innego, bardziej sensownego. Odłożyłam go tym razem pod łóżko, tam można znaleźć wszystko. Podeszłam do szafy i wybrałam luźną bluzkę oraz szare, starte spodnie. Szybko odziałam się w "nowe" ubrania i udałam się do salonu, chciałam poinformować mojego brata o przybyciu naszego przyjaciela. Tak, chłopak był naszym przyjacielem, jednak zawsze miałam to dziwne wrażenie, że bardziej ufa mi, niż Rossowi.
-Bob -od samego wypowiedzenia jego "imienia" zostałam zmrożona wzrokiem -Kevin do nas przyjedzie. -Tylko chciałam go poinformować, ale widziałam, iż nie jest zadowolony tym stwierdzeniem.
-Nie widzisz, że mamy gościa?! Mogłaś chociaż zapytać, a nie od razu zapraszać go do nas do domu! -Czemu tak bardzo się wściekł? Parzcież... W sumie nieważne.
-Black uspokój się, wyprosisz go i nawet nie wejdzie do środka -głos blondyna lekko mnie zaniepokoił.
-To może ujmę to w ten sposób. Kevin przyjedzie do mnie. Pasuje? -Chłopaki zaśmiali się, kiedy usłyszeli dźwięk dzwonka rozlegającego się na cały dom -nie waż się -ostrzegłam. Blondyn dał znak brunetowi i podszedł do drzwi.
Ross złapał mnie tak, żeby nie mogła uwolnić się z jego uścisku. Próbowałam wszystkiego, ale wtedy wyszło na jaw jak bardzo słabą zawodniczką jestem.
-Jeszcze raz tutaj przyjdziesz, a nie będę taki miły -śmiech niebieskookiego był przerażający. Głośny trzask powłoki, która dzieliła pewnie Kevina od nas, przyprawił mnie o podskoczenie w miejscu.
Dalej szarpałam się z moim bratem i uwolnił mnie, kiedy zobaczył głupio uśmiechającego się blondyna.
-Czemu to zrobiłeś? -Wydarłam się najgłośniej jak umiałam.
-Uspokój się, tak będzie lepiej dla ciebie.
-Niby czemu? Nie znasz mnie, nie znasz mojego przyjaciela, nigdy o tobie nie słyszałam i co nagle stajesz się odważnym chłopakiem, który przepraszam bardzo zarządza tym co ma się stać?! -Myślałam, że szlag mnie trafi, przecież on był od samego początku zbyt pewny siebie. Zachowywał się dokładnie jak Bob ostatnimi czasy.
Obróciłam się na pięcie i pobiegłam szybko do łazienki, zamykając drzwi na kluczyk. Wiedziałam, że albo będą chcieli się dobijać, albo po prostu zignorują moją osobę. Tak naprawdę było mi to obojętne. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni telefon i chciałam w jakiś sposób wyjaśnić wszystko Kevinowi. Wybrałam jego numer i zadzwoniłam do chłopaka, który najwidoczniej nie miał nic przeciwko temu, że chcę się z nim skontaktować.
-Kev przepraszam... Myślałam, że Ross zrozumie, ale nie. Przyszedł ten... W sumie to chyba nie na telefon. Możemy się spotkać? Tym razem nie u mnie, może wpadnę do ciebie? -Wszystko powiedziałam za jednym razem, nawet nie słyszałam jak przytakiwał.
-Kiedy? -Nie, że go to nie interesowało, po prostu nigdy nie rozwijał swoich wypowiedzi tak jak ja.
Spojrzałam na zegarek, który był rzeczą normalną, na moim nadgarstku.
-Za godzinę -rozłączyłam się. Wiedziałam, że nie ma sensu dłużej drążyć.



___
Po długiej, może nie aż tak długiej jak chciałam, przerwie, jest kolejny rozdział. Hmm.. Co sądzicie? Czyta ktoś?

Czytasz=Komentujesz!

;)