czwartek, 20 lutego 2014

#03

Wycierałam swoje mokre ciało, suchym ręcznikiem z wyszytym imieniem "Melanie". Nasmarowałam je kremem i włożyłam na siebie pidżamę. Cała reszta czynności nie zajęła mi długo czasu. Po wyjściu z łazienki postanowiłam wejść jeszcze do pokoju Boba.
Delikatnie dotknęłam swoimi dłońmi bariery, która uniemożliwiała mi dojście do niego. Poczułam jak moja skóra haczy się o dobrze wygładzone drzwi. Po krótkim odzewie otworzyłam drewniany murek i stanęłam w progu pokoju. Pisał do kogoś sms'a więc nie chciałam jakoś specjalnie mu przeszkadzać.
-Ross, mógłbyś mnie zawieźć do Kevina? -Spojrzał na mnie z zabójczą miną. -Nie powiedziałam nic tacie, uspokój się. Za nic nie pozwolił mi dojść do słowa i teraz on myśli, że palę...
Odczułam to jak dalej mierzy mnie swoim przenikliwym, głębokim wzrokiem.
-Nie mogę cię do niego podrzucić. Mark, zabronił mi ciebie wozić, bo stwierdził, że pobrudzisz mu jeszcze bardziej karoserię -zamarłam. On też był przeciwko mnie? Przecież to on palił, nie ja!
-Co? Chyba żartujesz -uniosłam kąciki ust, bez większego przymusu, choć i tak nie mogłam się zaśmiać -powiedziałeś mu, że ja się zatruwam dymem, który ty wydychasz i niszczysz każdego?! Ross! Przestajesz być moim kochanym bratem, który wspierał każdego dnia! -Widział jak bardzo się denerwuję, więc po prostu wygonił mnie ze swojego pokoju.
Zrezygnowana poszłam do mojego pokoju. Wiedziałam, że tata jest na mnie strasznie wściekły, ale jak mam mu to wszystko wytłumaczyć, skoro nie pozwala mi dojść do słowa. Rozejrzałam się powoli po całej przestrzeni, która była wypełniona rudym kolorem. Uśmiechnęłam się widząc, że kontrolka w moim telefonie miga. Podbiegłam do niego i złapałam jak najszybciej umiałam. Odblokowałam go i przyjrzałam się treści sms'a
"Jutro wyjeżdżam, więc nie przychodź. Poinformuję cię, kiedy będę wracał.  Kevin"
Westchnęłam głośno przedrzeźniając ciszę, panującą w pokoju. Odrzuciłam znudzona urządzenie. Wiedziałam, że dalsza próba korespondencyjna pójdzie na marne. No przykro mi znam swojego przyjaciela. Tak, to jedyny człowiek, któremu ufam bezgranicznie. Moment kiedy odczytałam od niego wiadomość był mieszany z jednej strony nie wiem kiedy wróci i będę ciągle samej, ale z drugiej i tak nie mogłabym do niego przyjechać, ponieważ Mark mi zabronił. W sumie nie tak mi, jak mojemu bratu zawozić mnie do niego.
Położyłam się na łóżku i nałożyłam na siebie cienką warstwę kocu. Pogrążyłam się w marzeniach, jak to robię zawsze, jednak hamowałam z wielkim przekroczeniem granicy, której tak naprawdę końca nie znam. Zacisnęłam powieki i czułam jak oplata mnie przyjemne powietrze, co było powodem, że dość szybko zasnęłam.
~*~
Słyszałam jak Ross hałasuje w pokoju obok. Otworzyłam bezwładnie oczy i patrzyłam przez długi czas w sufit, ciągle się zastanawiając czy dobrze zdecydowałam zostając samej z moim bratem. Podniosłam się do pozycji siedzącej i ukryłam swoją twarz w moich jakże chłodnych dłoniach, zazwyczaj z ranka jak i też podczas dnia, czy na koniec moje ręce bywają zimne jak lód, wychodzi na to, że zawsze takie są, ale to nie moja wina. Wzdrygnęłam się delikatnie, kiedy policzki napotkały dotyk moich łap.
Wstałam kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy jak bardzo jestem zmęczona. Pocieszałam się tylko tym, że rodziców już nie ma i bez żadnych zbędnych tłumaczeń będę mogła iść na poranny spacer... w strugach deszczu. No tak, zapomniałam że mieszkam w Londynie, więc czego ja się spodziewałam. Zaspanymi ruchami zmierzyłam ku drzwi. Pociągnęłam za chłodną, ale jednak cieplejszą niż moje dłonie, klamkę i wyszłam z pokoju.
Popijałam herbatę, którą ledwo sobie zaparzyłam. Gorąca ciecz w szybkim tempie rozlewała się po moim ciele, zostawiając ślad, na który reagowałam lekkim drgnięciem.
Udałam się do salonu. Spokojnie oklapłam na kanapę, która była jednym z najwygodniejszych miejsc w tym domu. Trzymałam biały kubek w rękach i czekałam, aż porcelana będzie zarażała ciepłem moje dłonie. Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy poczułam nieznośne ciepło lądujące na mojej skórze.
-Mogłabyś -zaczął chłopak, siadając obok mnie. Zaśmiałam się, bo wiedziałam czego oczekuje. Pokręciłam przecząco głową i podałam mu wodę, która stała na stoliku od wczoraj wieczora.
-Przykro mi, ale rodzice zabronili mi tobie usługiwać, a teraz może lepiej to wylej. -Uśmiechnął się do mnie ironicznie, odbierając szklankę i odszedł.
Poczułam się trochę niezręcznie, ale od dwóch tygodni nie rozmawiamy normalnie, praktycznie wcale. Boli mnie ten fakt, ale sam zaczął mnie denerwować i dobrze o tym wie, że moja cierpliwość nie należy do tych największych.
Odłożyłam prawie pusty kubek na stolik. Wzięłam pilot i włączyłam TV. Durne wywiady z gwiazdami. Usłyszałam kroki Rossa, przewróciłam oczami i wyłączyłam ekran, który pokazywał bez użytkowe wiadomości. Zamknęłam oczy i po prostu zaczęłam myśleć.
Trzask zbitej porcelany nie pozwolił mi dłużej rozkoszować się tym, co tak naprawdę lubiłam robić. Gwałtownie podniosłam się z kanapy i spojrzałam na resztki porcelany z małą plamką herbaty. Złość zaczęła napływać do mojego umysłu jak stan, którego nienawidzę. Przyjrzałam się pomieszczeniu, w którym nie byłam sama. Ross stał z założonymi rękoma na klatce piersiowej i uśmiechał się w głupi sposób. Już otwierałam usta, żeby mu coś powiedzieć, ale on tak po prostu złapał swoją kurtkę i wyszedł z domu.
Pochyliłam się nad rozbitymi częściami i zaczęłam powoli zbierać je na szufelkę. Wiedziałam, że przez moją nieostrożność prędzej czy później kawałek porcelany skaleczy mnie, ale starałam się o tym nie myśleć. Posprzątałam całą resztę. Czułam się dumna, iż nawet jeden okruch nie wylądował w moim ciele.
Pospiesznie udałam się do pokoju i wybrałam jeden z kompletów, aby jakoś wyglądać. Musiałam zrezygnować ze spaceru, choć bardzo chciałam przejść się do jakieś knajpki. Czasami lepiej niczego nie planować i wybierać na ostatnią chwilę, co jest dla mnie trudne, ponieważ nie lubię spontanu.
Zeszłam do kuchni i zaczęłam szykować sobie kanapki, proste śniadanie przy którym nie powinnam zrobić sobie szczególnej krzywdy. Usiadłam na blacie i rozkoszowałam się swoim posiłkiem, który był naprawdę łatwy do zrobienia, ale ja z moimi zdolnościami po prostu nigdy nie chcę ryzykować. Co jakiś czas spoglądałam za okno, byłam do tego zmuszona, a może raczej przywykłam. W domu dziecka zawsze z nadzieją wyglądałam za brudne szyby, które oddzielały mnie od rzeczywistości.
Moich uszu dobiegł dzwonek, który powiadamiał o tym, że mamy gościa. Niekoniecznie gościa, czasami to jakaś poczta albo po prostu wrócił Ross, co było dziwne, bo raczej wbiegłby do domu, a nie oznajmiał, że przybył. Podniosłam się leniwie i z kanapką w ręku podeszłam do dużych drzwi. Przekręciłam kluczyk zamieszczony pod klamką i zobaczyłam pierwszy raz, na oczy, postać chłopaka który był dobrze zbudowany. Jak zareagowałam? Podskoczyłam w miejscu ze strachu.
-Dzień dobry -powiedziałam niepewnie. Przecież nie znałam faceta jak miałam się z nim przywitać, rzucić zwykłe "hej", no bez przesady.
Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się łobuzersko.
-Cześć, jest Black? -Chciałam zagrodzić mu w jakiś sposób drogę, kiedy zaczął się wpraszać do domu, ale oczywiście poszło to na marne.
Chłopak szybko się rozgościł, bo już po chwili podjadał jedną z moich kanapek, którą popijał sokiem pomarańczowym.
-Przepraszam, kto? -Po trochę dłuższym czasie znalazłam się obok niego.
-Ross -urwał krótko.
-Nie, nie ma go. Wyszedł z domu, nie tłumaczył się. Przekażę mu, że pan był, więc -chłopak zaśmiał się ironicznie. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, a ten tylko wstał i musiał mieć nade mną wyższość, bo jak to by było, gdyby Melanie Black była choć trochę większa.
-Po pierwsze, poczekam. Po drugie jeśli sam mnie zobaczy, nie będziesz musiała mu tłumaczyć. Po trzecie, żaden pan tylko Niall, Niall Horan. Ty pewnie jesteś Melanie, siostra Blacka. -Wypaplał, a ja starałam się nie dopuszczać do uszy, jego głosu. Blondyn nie dawał mi spokoju swoją wysoką sylwetką, więc musiałam po prostu odejść od niego.



Okey, więc trochę wyjaśnię. Rozdział miał być dużo krótszy, ale stwierdziłam, że mogłabym już coś więcej napisać. To głupio brzmi, ale tak jest. Ogólnie wczoraj miałam dodać, ale nie miałam czasu, teraz też nie mam, ale już dodaję. Tak, więc ja spadam.
Czytasz? Komentuj! ;D

5 komentarzy:

  1. To naprawdę fajny blog. Podoba mi się sposób w jaki opisujesz kolejne czynności, które wykonują postaci. Naprawdę dobra robota. :* Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
    Naprawdę masz talent. Życzę dużo weny na dalsze pisanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz talent, nigdy nie przestawaj robić tego, co kochasz. Zapraszam do mnie w wolnej chwili ;)
    http://oczami-twojej-wyobraznl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny, czekam na next'a

    OdpowiedzUsuń