piątek, 7 marca 2014

#04

Usiadłam na fotelu, ponieważ przeczuwałam, że kanapę zajmie chłopak. W duchu modliłam się o powrót Boba, ale za nic nie mógł zjawić się na czas. No cóż takie życie. Musiałam oglądać jak blondyn pochłania moje kanapki, choć było ich niewiele, to i tak nie mogłam patrzeć na to, jak pakuje kolejne kromki chleba do swojego żołądka.
Czułam się coraz bardziej znudzona, ale przeszło mi kiedy usłyszałam, jak frontowe drzwi otwierają się. Wstałam na równe nogi i czekałam, aż Ross znajdzie się w salonie. Po chwili jego postać minęła moją i stanął wmurowało go widząc blondyna siedzącego na kanapie.
-Horan! Stary, co ty tu robisz? -Czyli co, mój brat cieszył się z wizyty chłopaka? No nieźle. Tak naprawdę myślałam, że Bob wyrzuci go za drzwi, iż wtargnął do naszego domu, ale nic, zero negatywnej reakcji.
Podeszłam do schodów i uniosłam głowę, aby spojrzeć w górę. Kładłam delikatne kroki po zimnej nawierzchni.
-Mel dokąd idziesz? -Wyrwał mnie z zamyśleń, głos Rossa. Obrobiłam się o 180 stopni i spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem. Myślał, że co obsłużę jego i tego chłopaka?
Dalej kierowałam się w stronę pierwszego piętra, kiedy poczułam silny uścisk na nadgarstku. Zachwiałam się, ale w ostatnim momencie odzyskałam równowagę.
-Braciszek się o coś pytał, czyż nie? -Blondyn trzymał mnie w ścisłej dłoni.
Pokręciłam z zażenowania oczami i zbiegłam wymijając chłopaka po drodze. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i przyglądałam się Bobowi, który akurat palił papierosa. Zaczęłam kaszleć, ponieważ nigdy nie przychodziło mi z łatwością trawienie tego powietrza wydychanego przez bruneta, ale nie tylko on zanieczyszczał środowisko i zabijał innych, a co dopiero tytoniu, choć nigdy nie próbowałam, to i tak wiedziałam, że to mnie tylko szybciej zniszczy. Poczułam bliskość chłopaka, który był mocno wyperfumowany, więc trudno było go nie poczuć. Odsunęłam się o krok.
-Ross błagam przestań palić w domu -nie chciałam się unosić, po prostu pragnęłam aby mnie posłuchał.
Całkiem zignorował moje słowa. Dlaczego on musiał mnie zmienić do tego stopnia, że przez dwa tygodnie jestem kimś zupełnie innym? Byłam miła, grzeczna, nie znałam żadnych wrednych słów. Teraz już nie umiem tak normalnie odnosić się do innych. Bardzo mi ciężko. Co będzie kiedy wrócą rodzice? Tego boję się najbardziej.
Obkładałam ostatnie dwie kromki chleba pomidorem. Tak zmiękłam i zrobiłam im te niepotrzebne mi do szczęścia kanapki, ale pewnie oni ich bardzo pragnęli. Odkąd są w salonie, ciągle się śmieją, wygłupiają i coraz częściej czuję ten ohydny zapach tytoniu. Położyłam wszystkie kawałki chleba na talerzyk i zaniosłam go chłopakom, zostawiając jedynie na stoliku i uciekając niczym małe dziecko, które chce się schować przed tłumaczeniem się, dlaczego spóźniło się 5 minut na obiad.
Po chwili byłam już w gabinecie, złapałam swojego laptopa i powolnym krokiem przeszłam do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku krzyżując nogi i włączyłam urządzenie. Zaraz po tym, kiedy kliknęłam przycisk, potwierdzający hasło, włączyłam aplikacje gdzie pisałam teksty. Przejrzałam te, które były dość stare i myślałam nad tym, czy dalej mają ten głęboko ukryty sens. Niestety przekonałam się, że wszystko stało się takie mało oryginalne, więc po prostu usnęłam wybrane pliki i byłam w zamiarze pisać kolejne.
Dotykając klawiatury, czułam jak bardzo kocham to co robię w wolnym czasie. Gdyby nie to, że zostałam kiedyś do tego przymuszona, pewnie nigdy bym nie zaczęła z własnej woli. Kolejne słowa zostały pisane przez klawisze, które czuły moją dłoń na sobie. Uśmiechnęłam się, kiedy przeczytałam początek, tak naprawdę nie lubiłam swojej twórczości, ale lubiłam czasami opisać to co chciałabym czuć, bądź czułam.
Usłyszałam dźwięk sms'a. Spokojnym ruchem złapałam swój mały telefon i odczytałam treść "Za pół godziny będę w mieście. Jeśli nie masz nic przeciwko wpadnę. Kevin" zamyśliłam się, ale po chwili po prostu odpisałam "Czekam. Melanie". Głupi nawyk. Od zawsze piszę na końcu imię, wraz z Kevinem dobrze wiemy o co chodzi i niech tak zostanie.
Wyłączyłam laptopa od razu po tym jak zapisałam swoje uhm... rozmyślenia? Nie to coś innego, bardziej sensownego. Odłożyłam go tym razem pod łóżko, tam można znaleźć wszystko. Podeszłam do szafy i wybrałam luźną bluzkę oraz szare, starte spodnie. Szybko odziałam się w "nowe" ubrania i udałam się do salonu, chciałam poinformować mojego brata o przybyciu naszego przyjaciela. Tak, chłopak był naszym przyjacielem, jednak zawsze miałam to dziwne wrażenie, że bardziej ufa mi, niż Rossowi.
-Bob -od samego wypowiedzenia jego "imienia" zostałam zmrożona wzrokiem -Kevin do nas przyjedzie. -Tylko chciałam go poinformować, ale widziałam, iż nie jest zadowolony tym stwierdzeniem.
-Nie widzisz, że mamy gościa?! Mogłaś chociaż zapytać, a nie od razu zapraszać go do nas do domu! -Czemu tak bardzo się wściekł? Parzcież... W sumie nieważne.
-Black uspokój się, wyprosisz go i nawet nie wejdzie do środka -głos blondyna lekko mnie zaniepokoił.
-To może ujmę to w ten sposób. Kevin przyjedzie do mnie. Pasuje? -Chłopaki zaśmiali się, kiedy usłyszeli dźwięk dzwonka rozlegającego się na cały dom -nie waż się -ostrzegłam. Blondyn dał znak brunetowi i podszedł do drzwi.
Ross złapał mnie tak, żeby nie mogła uwolnić się z jego uścisku. Próbowałam wszystkiego, ale wtedy wyszło na jaw jak bardzo słabą zawodniczką jestem.
-Jeszcze raz tutaj przyjdziesz, a nie będę taki miły -śmiech niebieskookiego był przerażający. Głośny trzask powłoki, która dzieliła pewnie Kevina od nas, przyprawił mnie o podskoczenie w miejscu.
Dalej szarpałam się z moim bratem i uwolnił mnie, kiedy zobaczył głupio uśmiechającego się blondyna.
-Czemu to zrobiłeś? -Wydarłam się najgłośniej jak umiałam.
-Uspokój się, tak będzie lepiej dla ciebie.
-Niby czemu? Nie znasz mnie, nie znasz mojego przyjaciela, nigdy o tobie nie słyszałam i co nagle stajesz się odważnym chłopakiem, który przepraszam bardzo zarządza tym co ma się stać?! -Myślałam, że szlag mnie trafi, przecież on był od samego początku zbyt pewny siebie. Zachowywał się dokładnie jak Bob ostatnimi czasy.
Obróciłam się na pięcie i pobiegłam szybko do łazienki, zamykając drzwi na kluczyk. Wiedziałam, że albo będą chcieli się dobijać, albo po prostu zignorują moją osobę. Tak naprawdę było mi to obojętne. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni telefon i chciałam w jakiś sposób wyjaśnić wszystko Kevinowi. Wybrałam jego numer i zadzwoniłam do chłopaka, który najwidoczniej nie miał nic przeciwko temu, że chcę się z nim skontaktować.
-Kev przepraszam... Myślałam, że Ross zrozumie, ale nie. Przyszedł ten... W sumie to chyba nie na telefon. Możemy się spotkać? Tym razem nie u mnie, może wpadnę do ciebie? -Wszystko powiedziałam za jednym razem, nawet nie słyszałam jak przytakiwał.
-Kiedy? -Nie, że go to nie interesowało, po prostu nigdy nie rozwijał swoich wypowiedzi tak jak ja.
Spojrzałam na zegarek, który był rzeczą normalną, na moim nadgarstku.
-Za godzinę -rozłączyłam się. Wiedziałam, że nie ma sensu dłużej drążyć.



___
Po długiej, może nie aż tak długiej jak chciałam, przerwie, jest kolejny rozdział. Hmm.. Co sądzicie? Czyta ktoś?

Czytasz=Komentujesz!

;)

2 komentarze:

  1. Czekam z niecierpliwością na NN <3 I zapraszam na moje opowiadanie : http://forever-young-123455.blogspot.com/ liczę ,że przeczytasz i pozostawisz po sobie ślad :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny, ale błagam dodawaj częściej rozdziały, bo się doczekać nie mogę ♥♥♥
    Zapraszam do mnie, pojawił się już kolejny rozdział
    http://love-stories-sucks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń